Dla milionów Ukraińców 25 grudnia to już trzecie Boże Narodzenie obchodzone w cieniu pełnoskalowej wojny. Gdy nad miastami wciąż wyły syreny, a przy świątecznych stołach panował niepokój, Ukraińcy zobaczyli na swoich ekranach coś zupełnie innego niż tradycyjne jasełka. Dokładnie w święta redakcja „Ukraińskiej Prawdy” opublikowała dwa materiały, które wstrząsnęły opinią publiczną: obszerne śledztwo oraz wywiad z Timurem Mindiczem.
Mychajło Tkacz, szef departamentu śledczego, zabrał widzów daleko od frontu – nad słoneczne Morze Śródziemne. Kontrast był porażający: podczas gdy w Ukrainie ludzie chowali się w schronach, kluczowi figuranci afery korupcyjnej „Midas” spacerowali po izraelskich promenadach. Dziennikarz przedstawił nam opowieść o luksusowej emigracji i systemowej bezkarności: tajne spotkania w butikach, rosyjska ochrona i brutalna napaść na ekipę filmową.
Kim są ludzie za kamerą?
Zanim przejdziemy do kulis tego śledztwa, warto zrozumieć, kto stoi za kamerą. Mychajło Tkacz to jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy śledczych w Ukrainie, wielokrotnie nagradzany tytułem „Dziennikarza Roku”. Reprezentuje on „Ukraińską Prawdę” (UP) – medium-symbol, założone w 2000 roku przez Georgija Gongadzego, który za walkę z cenzurą zapłacił życiem (został brutalnie zamordowany). Redakcja, która straciła w zamachu bombowym również Pawła Szeremeta, od lat pozostaje solą w oku skorumpowanych elit. Dziś, będąc własnością inwestora Tomasa Fiali, UP kontynuuje misję patrzenia władzy na ręce, niezależnie od szerokości geograficznej.
Ucieczka o świcie
Cała historia zaczęła się w nocy z 9 na 10 listopada. O godzinie 2:00 nad ranem, dosłownie na chwilę przed tym, jak do drzwi zapukali funkcjonariusze Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), główny figurant Timur Mindicz przekroczył granicę z Polską. Ucieczka była precyzyjna i szybka, a jej cel oczywisty – Izrael, nowa „Ziemia Obiecana” dla ukraińskiej elity z podwójnym paszportem.
Dziennikarze, którzy ruszyli jego tropem, szybko odkryli, że poszukiwani wcale nie zapadli się pod ziemię. Zamiast się ukrywać, prowadzą wystawne życie, krążąc między kilkoma ekskluzywnymi lokalizacjami.
Najpierw jest Herclijja, czyli dzielnica willowa. To tutaj Timur Mindicz szukał domu do wynajęcia w elitarnym osiedlu Kfar Shmaryahu. Był zauważony tam z ochroną na czarnym Mercedesie. Co ciekawe, w 2019 roku mieszkał przy ulicy Galei Tkhelet, dokładnie naprzeciwko domu oligarchy Ihora Kołomojskiego. Z kolei Tel Awiw to królestwo drogich wieżowców. Bracia Zuckermanowie (Ołeksandr, zwany w taśmiach Midasa „Sugarmanem”, oraz Michaił) wolą luksusowe apartamentowce w centrum. Michaił mieszka w prestiżowym kompleksie Alrov Towers (trzy wieże w prywatnym parku), a Ołeksandr widywany jest przy słynnym budynku King David na samej promenadzie.
Puste rezydencje i pościg za Mercedesem
Dziennikarze rozpoczęli poszukiwania od weryfikacji wszystkich dostępnych tropów. Sprawdzono adres, który Mindicz podawał we wniosku o obywatelstwo, oraz lokalizacje, gdzie widywano go w przeszłości. Wyniki były jednak rozczarowujące – luksusowe rezydencje w Herclijji przy ulicy Galey Tkhelet, które w 2019 roku tętniły życiem (mieszkali tam Ihor Kołomojski pod numerem 48 i Timur Mindicz naprzeciwko, pod numerem 25), dziś stoją puste. Dziennikarze odwiedzili to miejsce dwukrotnie – w dzień i w nocy. Widok był przygnębiający: w oknach ciemno, brak jakichkolwiek oznak życia, a brama i garaż dawnego domu Kołomojskiego były otwarte i rdzewiały. Źródła potwierdziły: nikt tam już nie mieszka. Mindicz, według nowych ustaleń, przemieszczał się między hotelem Dan Accadia a nowymi, zamkniętymi kompleksami.
Przełom nastąpił drugiego dnia pobytu grupy w Izraelu. Źródła biznesowe poinformowały dziennikarzy, że figurant w towarzystwie dwóch ochroniarzy pojechał oglądać dom na wynajem w elitarnej dzielnicy Kfar Shmaryahu, poruszając się czarnym Mercedesem klasy V. Ekipa natychmiast ruszyła na miejsce, lecz z powodu szlabanów i strażników przy wjeździe do miasteczka nie udało im się pozostać niezauważonymi. Jednak w drodze powrotnej do Tel Awiwu los się do nich uśmiechnął: na trasie napotkali wspomnianego Mercedesa. Śledząc auto, dotarli do zamkniętego kompleksu wieżowców, zaledwie 10 minut od centrum miasta. Samochód wjechał na strzeżony teren – choć dziennikarzom nie udało się wtedy jeszcze wzrokowo potwierdzić obecności samego Mindicza w środku, to właśnie ta lokalizacja stała się kluczem do śledztwa.
Brutalny atak i rosyjski ślad
Do dramatycznej eskalacji doszło następnego dnia, gdy ekipa Tkacza postanowiła wrócić w okolice zamkniętego osiedla w gdzie wcześniej namierzono Mercedesa Mindicza. Ochrona natychmiast postawiła dziennikarzom ultimatum: muszą usunąć wszystkie nagrania z poprzedniego dnia.
Gdy dziennikarze odmówili, zostali zaatakowani. Ochroniarze zablokowali auto ekipy swoim pojazdem, uniemożliwiając wyjazd. Następnie siłą odebrali operatorowi telefon oraz legitymację prasową, a także – co miało ich całkowicie uziemić – zabrali kluczyki do samochodu. Gdy Mychajło Tkacz próbował wysiąść z pojazdu, by interweniować, jeden z napastników zaczął mu w tym przeszkadzać, szarpał go i podarł mu ubranie. Co kluczowe – agresorzy porozumiewali się z wyraźnym rosyjskim akcentem i według oceny dziennikarzy mogli być obywatelami Rosji.

Zdjęcie 1: Mychajło Tkacz i policja na miejscu zdarzenia po ataku ochrony
Źródło: Ukraińska Prawda
Sytuację uspokoił dopiero przyjazd policji, wezwanej przez zaniepokojonych mieszkańców. Ochroniarze próbowali kłamać, twierdząc, że ekipa filmowała dzieci, jednak funkcjonariusze nie dali temu wiary. Policjanci odzyskali sprzęt i kluczyki, zachęcając dziennikarzy do złożenia oficjalnego zawiadomienia o napaści. Zaledwie kilka minut po incydencie, w dziesiątkach kanałów na Telegramie ruszyła zmasowana, skoordynowana kampania fake newsów o rzekomym „aresztowaniu Tkacza”. Co ciekawe, sam Timur Mindicz twierdził później, że o przyjeździe ekipy dowiedział się rzekomo właśnie z tych anonimowych wpisów i to nie jego ochroiarzy byli napastnikami.
Warto jednak uczciwie zaznaczyć, że są to wnioski oparte na obserwacji dziennikarskiej, a nie oficjalnie potwierdzone dane. Zarówno luksusowe auto, jak i ochrona mogły należeć do innej wpływowej osoby – wszak ukraińskich oligarchów w Izraelu jest niemało.
Telefon z Izraela: „Biurokracja rządzi światem”
Niemal w tym samym czasie, tuż po fizycznej napaści, pojawił się kolejny, niezwykle zagadkowy element układanki. Do redaktorki naczelnej „Ukraińskiej Prawdy”, Sewgil Musajewej, odezwał się mężczyzna przedstawiający się jako David Serin – prywatny detektyw z licencją izraelskiego Ministerstwa Sprawiedliwości.
Wiadomość była lakoniczna, ale znacząca: „Dzień dobry, czy możemy porozmawiać o Izraelu?”, a jako temat rozmowy wskazano wprost: „Tkacz, Mindicz”. Musajewa postawiła twarde warunki: zażądała podania pełnych danych, numeru licencji, podtsaw do kontaktu z nią oraz – co najważniejsze – ujawnienia klienta, który zlecił kontakt. Serin przesłał zdjęcie swojej legitymacji, ale nie wskazał mocodawcy. Gdy redaktorka odmówiła dalszych negocjacji bez tej wiedzy, detektyw uciął rozmowę słowami: „Podstawę podałem. Biurokracja rządzi światem. Sukcesów”, po czym zamilkł.
Dziennikarze łączą to zdarzenie z atakiem ochrony oraz błyskawiczną akcją dezinformacyjną w internecie. Sugeruje to, że detektyw mógł być elementem szerszej, zorganizowanej strategii mającej na celu monitorowanie działań redakcji lub wywarcie na nią nacisku.
„Philosophy”: Butik czy pralnia?
Śledztwo dołożyło kolejny, niezwykle istotny element do tego obrazu. Dziennikarze natrafili na ślad mechanizmu, który może pełnić funkcję tzw. centrum konwersji gotówki (punktu obrotu nieoficjalną gotówką). Centralnym punktem tej układanki jest sklep odzieżowy „Philosophy” na placu Kikar Ha-Medina. Według źródeł, lokal ten powiązany jest z byłym rosyjskim oligarchą, Michaiłem Czornym.

Zdjęcie 2: Były rosyjski oligarcha Michaił Czorny opuszcza butik „Philosophy”
Źródło: Ukraińska Prawda
Ekipa Tkacza, prowadząc kilkudniową obserwację, zwróciła uwagę na nerwowe zachowanie personelu, który czujnie rozglądał się na boki. Wśród klientów butiku zauważono również inne wpływowe postacie. Dziennikarze odnotowali obecność ukraińskiego biznesmena Ołeksandra Spektra. Zauważono również byłego deputowanego Dmytra Szencewa, który opuszczał lokal w towarzystwie jego domniemanego właściciela – Michaiła Czornego.
Kamery zarejestrowały jednak przede wszystkim powtarzalny schemat z udziałem głównego figuranta: Michaił Zuckerman wchodził do sklepu z pustymi workami, udawał się na zaplecze, a wychodził z markowymi torbami „Philosophy”. W kolejnych dniach torby zamieniły się w walizki, które natychmiast trafiały do taksówek i były przewożone do Ołeksandra Zuckermana. Czy w walizkach były tylko ubrania? Dziennikarze podejrzewają, że sklep pełni funkcję zakonspirowanego centrum konwersji gotówki.

Zdjęcie 3: Zuckerman zauważony wewnątrz sklepu „Philosophy”
Źródło: Ukraińska Prawda
Po kilku dniach obserwacji stało się jasne, że Zuckerman prowadzi w Izraelu niezwykle izolowany tryb życia – nie spotyka się z nikim poza swoim bratem. Mychajło pełni w tym układzie kluczową rolę: to on regularnie kursuje do butiku „Philosophy”, skąd wynosi paczki i torby, by następnie dostarczyć je Ołeksandrowi. Co ciekawe, bracia dbają o specyficzną konspirację – nie korzystają z prywatnych samochodów, lecz przemieszczają się zawsze tymi samymi taksówkami, unikając w ten sposób przypadkowych świadków.

Zdjęcie 4: Bracia Zuckermanowie podczas wspólnego śniadania
Źródło: Ukraińska Prawda
Spotkanie z „Sugarmanem”
Do konfrontacji z Ołeksandrem Zuckermanem (w materiałach śledztwa znanym jako „Sugarman”) doszło w pobliżu luksusowego wieżowca King David. Dziennikarze namierzyli go, gdy wracał z treningu. Reakcja figuranta na widok Mychajła Tkacza była wymowna: początkowo Zuckerman gwałtownie zmienił kierunek i zaczął iść w przeciwną stronę, próbując uniknąć spotkania. Po chwili jednak zmienił zdanie – zawrócił i sam podszedł do ekipy.
W bezpośredniej rozmowie Zuckerman przyjął postawę obronną. Stanowczo zaprzeczył ucieczce, twierdząc, że jego wyjazd był wcześniej zaplanowany z powodu operacji córki. Odrzucił oskarżenia o pranie pieniędzy, nazywając sprawę „Midas” polityczną nagonką. Potwierdził 20-letnią znajomość z byłym ministrem Ołeksijem Czernyszowem. Pytany o rolę sklepu i zawartość toreb przywożonych przez brata, zaprzeczył, jakoby butik był punktem wymiany gotówki. Tłumaczył naiwnie, „Biorę stamtąd rzeczy, bo przyjechałem bez rzeczy”. Najbardziej kuriozalne było jednak jego wyjaśnienie dotyczące spotkań w jego kijowskiej klinice – według Zuckermana nie było tam żadnego korupcyjnego biura, a jedynie „spotkania intelektualistów z ludźmi intelektualnymi”.

Zdjęcie 5: Konfrontacja Mychajła Tkacza z Ołeksandrem Zuckermanem
Źródło: Ukraińska Prawda
Pierwszy wywiad Timura Mindicza
Ostatni akt tego pościgu rozegrał się w scenerii jak z wakacyjnej pocztówki. Dziennikarze dopadli Timura Mindicza na słonecznej promenadzie w Herclijji, również podczas treningu. Rozmowa natychmiast obnażyła hipokryzję uciekiniera, który stojąc w pełnym słońcu, zaczął pouczać reportera o moralności, twierdząc, że rozmowy nad morzem są niestosowne w czasie wojny. Gdy jednak padły konkretne pytania o korupcję, Mindicz przeszedł do ataku, agresywnie pytając Tkacza, czy jest „propagandystą Fiali”, próbując tym samym zdyskredytować niezależność dziennikarza.
W dalszej części rozmowy Mindicz zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w operacji „Midas”, wspominając jednocześnie o znalezieniu urządzeń podsłuchowych w swoim mieszkaniu. Odnosząc się do relacji z władzami, potwierdził znajomość z prezydentem Zełenskim i Andrijem Jermakiem, lecz zapewnił, że ich obecne kontakty są sporadyczne. Podkreślił również, że nie otrzymywał z Biura Prezydenta żadnych poufnych informacji – ani ostrzeżeń o toczącym się śledztwie, ani o przyjeździe dziennikarzy do Izraela. Przyznał się również do wieloletniej przyjaźni z Ołeksijem Czernyszowem czy braćmi Cukermanami, nazywając ich swoimi najlepszymi przyjacielami i bardzo uczciwymi ludźmi, oraz do organizowania spotkań towarzyskich w swoim kijowskim mieszkaniu, choć odmówił komentarza na temat wizyt prezydenta w tym miejscu w trakcie wojny, zasłaniając się trwającym śledztwem.
Figurant przyjął linię obrony opartą na wizerunku ofiary, twierdząc, że sprawa karna to w 90% „medialny atak”. Kategorycznie odrzucił zarzuty dotyczące prania pieniędzy, wpływania na ministerstwo obrony, nazywając swój obecny pobyt w Izraelu zaplanowaną wizytą. Zadeklarował chęć powrotu do Ukrainy, ale dopiero po „oczyszczeniu imienia”. Na koniec zaznaczył, że jest to jego pierwszy i – jak twierdzi – prawdopodobnie ostatni wywiad, gdyż nie posiada aspiracji medialnych. Nie wykluczył jednak „drugiej części” rozmowy w przyszłości, kiedy sytuacja prawna pozwoli mu na ujawnienie większej liczby szczegółów bez ryzyka zaszkodzenia własnej obronie w toczącym się śledztwie.

Zdjęcie 6: Wywiad Mychajła Tkacza z Timurem Mindiczem w Herclijji
Źródło: Ukraińska Prawda
Co z tego wynika?
Sprawa Mindicza i braci Zuckermanów redefiniuje dyskusję o podwójnym obywatelstwie w Ukrainie. Choć ustawa podpisana przez prezydenta Zełenskiego w lipcu 2025 roku dopuszcza posiadanie wielu paszportów (m.in. krajów UE czy NATO) bez utraty ukraińskiego, a w świetle prawa krajowego posiadacz traktowany jest wyłącznie jako obywatel Ukrainy (z pełnym zakresem obowiązków, w tym wojskowych), praktyka obnaża krytyczną lukę w egzekwowaniu prawa. Dla osób sprawujących funkcje publiczne lub zarządzających strategicznym kapitałem, zagraniczny paszport staje się w sytuacji kryzysowej narzędziem „szybkiej ewakuacji”, uniemożliwiającym skuteczne działania organów ścigania. Rodzi to uzasadnione pytanie o konieczność zaostrzenia weryfikacji osób dopuszczanych do tajemnic państwowych i budżetu w kontekście ich powiązań z innymi jurysdykcjami.
Zarówno Timur Mindicz, jak i Ołeksandr Zuckerman przyjęli tożsamą linię obrony: kategorycznie zaprzeczają zarzutom, deklarują niewinność i zapewniają o woli powrotu do kraju po „oczyszczeniu imienia”. Ich wyjazd tuż przed akcją służb tłumaczą wcześniej zaplanowanymi zobowiązaniami osobistymi lub medycznymi. Doświadczenie z podobnych spraw korupcyjnych w Ukrainie wskazuje jednak, że fizyczna nieobecność podejrzanych drastycznie wydłuża postępowania. Należy liczyć się z wieloletnimi bataliami prawnymi i procedurami ekstradycyjnymi, co w efekcie może prowadzić do rozmycia odpowiedzialności karnej.
Jeszcze bardziej niepokojący – choć szczerze mówiąc, wcale nie zaskakujący – jest wątek rosyjski. Fakt, że w czasie wojny ukraiński kapitał „parkuje” w miejscach powiązanych z rosyjskimi oligarchami, a bezpieczeństwa uciekinierów strzegą ludzie mówiący z moskiewskim akcentem, obnaża smutną prawdę. Pieniądze wyprowadzone z ukraińskiej energetyki wciąż krążą w orbicie wpływów wroga, co wykracza daleko poza korupcję gospodarczą i staje się kwestią bezpieczeństwa narodowego.
Fizyczny atak na Mychajła Tkacza – w kontekście tragicznej historii „Ukraińskiej Prawdy” (zabójstwa Gongadzego i Szeremeta) – sygnalizuje, że poczucie bezkarności wśród elit finansowych pozostaje silne, nawet poza granicami kraju. Szeroki oddźwięk społeczny, jaki wywołało to śledztwo, wskazuje na rosnące zmęczenie społeczeństwa asymetrią traktowania obywateli. Widok luksusowego życia osób podejrzewanych o korupcję, w zestawieniu z rygorami stanu wojennego obowiązującymi w kraju, działa destrukcyjnie na morale publiczne i zaufanie do instytucji państwa. Bezskuteczność w egzekwowaniu prawa wobec prominentnych uciekinierów może być postrzegana jako słabość aparatu sprawiedliwości.




























Comments are closed.