28 stycznia premier Serbii, Miloš Vučević złożył rezygnację z urzędu premiera. Jego decyzja stanowi rezultat kulminacji demonstracji, które nieprzerwanie trwają od trzech miesięcy w całym państwie. Wydarzenia te są określane przez światowe media jako największe protesty w Serbii w XXI wieku. Manifestującymi są głównie studenci, którzy zarzucają rządzącym korupcję i brak transparentności. Około sześćdziesiąt wydziałów uniwersyteckich jest okupowanych, a szkoły podstawowe i średnie nie działają. Co wywołało protesty i jaka jest ich przyszłość? Czy faktycznie – jak twierdzą manifestanci – odzwierciedlają one szerokie niezadowolenie z przywództwa prezydenta Aleksandara Vučicia?
Geneza i przebieg protestów
Bezpośrednią genezą wystąpień był wypadek w mieście Nowy Sad, do którego doszło 1 listopada 2024 r. na niedawno odnowionym dworcu kolejowym. W wyniku zawalenia się zadaszenia nad głównym wejściem (wskutek wadliwego wykonania i przeciążenia konstrukcji) zginęło wówczas czternaścioro osób w wieku od 6 do 74 lat. Piętnasta ofiara zmarła w szpitalu kilka tygodni później.
W następstwie tragedii część społeczeństwa oskarżyła rządzących o postępującą korupcję i niewystarczający nadzór nad projektami budowlanymi. Rozpoczęły się protesty, a władze w Belgradzie próbowały reagować – w związku z tragedią postawiono zarzuty trzynastu osobom, w tym ministrowi transportu Goranowi Vesiciowi, który zrezygnował ze stanowiska kilka dni po zdarzeniu. Prezydent Vučić ogłosił natomiast gotowość do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania go z urzędu.
W obliczu presji społecznej rząd upublicznił także dokumentację związaną z kontrowersyjną przebudową dworca kolejowego. Była ona częścią szerszego porozumienia z chińskimi firmami, obejmującego kompleksową modernizację serbskich kolei. To samo zrobiła prokuratura.
Protestujący oświadczyli jednak, że to za mało. Argumentowali między innymi, że akt oskarżenia nie objął zarzutów o możliwe układy korupcyjne związane z renowacją dworca. Co istotne, w momencie podpisywania umowy budowlanej burmistrzem miasta był wspomniany już Miloš Vučević (wciąż formalny lider rządzącej państwem Serbskiej Partii Postępowej (ser. Srpska napredna stranka)).
Wyrazem sprzeciwu wobec działań władzy stały się blokady dróg oraz instytucji państwowych, w tym telewizji publicznej (według protestujących upolitycznionej i będącej narzędziem propagandy Vučicia) oraz prokuratury. Protesty zaczęli organizować głównie studenci, a także uczniowie szkół średnich. Prowadzone przez nich blokady placówek edukacyjnych rozpoczęły się początkowo na Wydziale Sztuk Dramatycznych Uniwersytetu w Belgradzie. Były one następstwem interwencji służb podczas milczącego hołdu dla ofiar katastrofy 22 listopada.
Manifestujący podnieśli następujące żądania:
– publikacja kompletnej dokumentacji przebudowy dworca kolejowego w Nowym Sadzie,
– cofnięcie zarzutów postawionych aresztowanym oraz przetrzymywanym w związku z protestami,
– postawienie zarzutów karnych sprawcom napaści na studentów i profesorów oraz ich ściganie,
– zwiększenie finansowania państwowych uczelni o 20 proc.
Studenci uzyskali poparcie różnych środowisk: profesorów, rolników, aktorów, a także części kibiców. Nauczyciele z czterech oświatowych związków zawodowych przeprowadzili strajk, aby wesprzeć protestujących uczniów. Dużo komentarzy poświęcono też kibicom klubu Partizan Belgrad (od dawna mających spór z prezydentem), którzy podczas meczu serbskiej ligi piłkarskiej przez kilkanaście minut skandowali hasła skierowane przeciwko Vučiciowi.
W odpowiedzi na charakter protestów rząd wydłużył (tj. rozpoczął o tydzień wcześniej) zimowe ferie szkolne. Jako oficjalny powód podano „okoliczności wpływające na jakość i zachowanie procesu nauczania, a także na interesy oraz prawo uczniów do edukacji”.
Do największego – pod względem frekwencji – protestu doszło przed katolickimi świętami Bożego Narodzenia. Według rządu 22 grudnia wieczorem w Belgradzie zebrało się niemal 30 tys. osób.
Z drugiej strony źródła z obozu demonstrantów informowały o ok. 100 tys. osobach uczestniczących w wiecu na stołecznym placu Slavija. Była to na tamten moment prawdopodobnie najliczniejsza manifestacja mająca miejsce w Serbii w XXI w.
W noworoczną noc tysiące osób manifestowało w trzech najludniejszych miastach kraju: Belgradzie, Nowym Sadzie oraz Niszu. Na największym wiecu w stolicy studenci z różnych stołecznych uniwersytetów zorganizowali protest pod hasłem: „Nie ma nowego roku. Nadal jesteście nam winni za stary”. Wielu uczestników trzymało transparenty z czerwonym odciskiem dłoni. To symbol antyrządowych protestów, których uczestnicy pokazują władzom, że te mają krew na rękach. Uczestnicy demonstracji wkroczyli w 2025 r. symbolicznie: 15-minutową ciszą pomiędzy 23:52 a 00:07. W tym samym momencie, kilkaset metrów dalej, trwały oficjalne, radosne uroczystości noworoczne, w tym koncerty i pokaz fajerwerków.
Na początku nowego roku liczebność protestujących zaczęła nieznacznie spadać (przyczyną były m.in. prawosławne Święta Bożego Narodzenia). Wydawało się, że przyszłość protestów stoi pod znakiem zapytania. Jednakże niezadowolenie społeczne nie zgasło. 14 stycznia największy związek zawodowy pracowników oświaty ogłosił jednodniowy strajk generalny, wyrażając tym samym niezadowolenie z polityki rządu wobec nauczycieli i profesorów. W ten sam sposób obywatelskie nieposłuszeństwo przejawili pracownicy Elektroprivreda Srbije, państwowej spółki energetycznej oraz adwokaci, którzy postanowili nie pojawiać się na rozprawach sądowych przez siedem dni. Momentem przełomowym w świetle obecnych wydarzeń i ustępstw ze strony władzy było wezwanie studentów do ogólnokrajowego strajku generalnego, który został ogłoszony na 24 stycznia. Decyzja ta stanowiła odpowiedź na regularne fizyczne lub werbalne ataki skierowane przeciwko ludziom nieprzychylnym wobec władzy.
24 stycznia tysiące protestujących zgromadziły się w centrum nie tylko Belgradu (gdzie manifestowało ponad 50 tys. osób), czy Nowego Sadu, ale także w wielu mniejszych miastach. Zamknięte były kina, teatry, sklepy, kawiarnie, czy księgarnie, a w ich witrynach wywieszono plakaty informujące o przyłączeniu się do protestu. Adwokaci ogłosili, że będą strajkować, dopóki nie zostaną spełnione wszystkie żądania studentów. W strajku wzięły też udział m.in. prywatne firmy, niektóre restauracje, a także największe państwowe niezależne media i policja.
Jako odpowiedź Vučić zorganizował wiec w 40-tysięcznej miejscowości Jagodina, położonej w samym środku Serbii. Dużą część jego uczestników stanowili członkowie rządzącej partii oraz pracownicy sektora publicznego, którzy dotarli na miejsce specjalnie zorganizowanymi autobusami. Podczas przemówienia prezydent oświadczył, że „ulica nigdy nie przejmie władzy”, a on sam pragnie pokoju i stabilizacji. Centralnym punktem orędzia była zapowiedź utworzenia 15 marca nowego ruchu politycznego – „dla narodu i państwa”.
Tego samego dnia, podczas manifestacji w Belgradzie, samochód wjechał w dwóch protestujących studentów, wywołując u nich ciężkie obrażenia (kierowca, młoda kobieta, została aresztowała przez tajne służby). Wydarzenie to stało się przyczyną organizacji w poniedziałek, 27 stycznia, 24-godzinnej blokady wielkiego drogowego skrzyżowania Autokomanda w centrum stolicy. Do studentów dołączyli motocykliści i rolnicy, którzy już przez poprzednie dni oferowali swoją pomoc w ochronie przed ewentualnymi atakami na protestujących. Ostatecznie w wydarzeniu wzięły udział dziesiątki tysięcy osób. Podczas akcji padały hasła skierowane przeciwko władzy, ale nie zabrakło także mniej poważnych momentów. Studenci grali w siatkówkę i gry planszowe, a także robili grilla, natomiast po 24 godzinach sumiennie posprzątali skrzyżowanie.
Niestety nie w całej Serbii manifestacje miały spokojny charakter. W Nowym Sadzie, około 3:00 w nocy, studenci, którzy przyklejali antyrządowe naklejki i malowali graffiti na biurze rządzącej Serbskiej Partii Postępowej, zostali brutalnie zaatakowani przez zamaskowanych ludzi z kijami baseballowymi w dłoniach. Zdarzenie to wywołało oburzenie w mediach społecznościowych, a studenci wezwali społeczeństwo do kolejnych protestów.
Kilka godzin później do dymisji podał się premier Miloš Vučević. „Zdecydowałem się na ten krok, by złagodzić napięcia” – stwierdził na konferencji prasowej. Polityk przyznał, że za atak odpowiedzialni są aktywiści jego partii i wyraził oczekiwanie, że będą szybko ukarani (ostatecznie niedługo potem zostali zatrzymani i trafili do aresztu tymczasowego). Ze swojego stanowiska ustąpił także burmistrz Nowego Sadu, Milan Đurić.
Po rezygnacji Vučevića, prezydent Vučić oświadczył, że ułaskawi trzynaścioro osób, tj. studentów i wykładowców akademickich oskarżonych w związku z protestami. Zapowiedział także gruntowną rekonstrukcję rządu, dodając, że rozważa rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych lub powołanie nowego gabinetu. Dodał, że decyzję ogłosi w ciągu dziesięciu dni. Prezydent zapewnił również, że wszystkie postulaty protestujących zostały spełnione lub zostaną zrealizowane wkrótce.
Zdaniem studentów i ich popleczników to jednak za mało. Srđan Cvijić, przewodniczący Międzynarodowej Rady Doradczej Belgradzkiego Centrum Polityki Bezpieczeństwa, w następujący sposób ocenił sytuację i postawę studentów: „Dymisja premiera Vučevicia jest politycznym wydarzeniem bez znaczenia. Jedyną rzeczą, która zadowoli studentów i powstrzyma protesty, jest spełnienie ich żądań co do joty. Jest to dalekie od rzeczywistości. Kolejne kroki to utworzenie rządu tymczasowego, którego jedynym celem będzie uwolnienie mediów i stworzenie warunków niezbędnych do przeprowadzenia wolnych i uczciwych wyborów. Reżim Aleksandara Vučicia stracił wszelką legitymację polityczną. Nie ma powrotu do status quo sprzed 1 listopada 2024 roku. Nastała wielka chwila. Mamy szansę przywrócić demokrację w naszym kraju”.
Opór zatem nie ustaje – każdego dnia protestujący zatrzymują się na 15 minut w celu uczczenia pamięci ofiar katastrofy w Nowym Sadzie. W całym kraju, a także przed serbskimi ambasadami w różnych częściach świata odbywają się protesty. 30 stycznia studenci belgradzkich uczelni wyruszyli pod hasłem „tylko krok od sprawiedliwości” (serb. samo korak od pravde) na dwudniowy pieszy marsz do oddalonego o ok. 75 kilometrów Nowego Sadu. Po drodze witani byli oklaskami i okrzykami poparcia ze strony miejscowej ludności. Celem maszerujących był udział w sobotniej manifestacji, która miała miejsce równo trzy miesiące po katastrofie budowlanej. Kulminacyjny moment wydarzenia stanowiła blokada wszystkich mostów w Nowym Sadzie. W proteście wzięły udział tysiące osób, a relacje z tego wydarzenia udostępniła w mediach społecznościowych również amerykańska piosenkarka Madonna. Stwierdziła ona na portalu Instagram, że jest to jeden z największych ruchów studenckich „od 1968 roku”. Innego zdania jest Ana Brnabić, była premier, a obecnie przewodnicząca serbskiego parlamentu. Odnosząc się do wydarzeń w kraju, stwierdziła bowiem, że „w Serbii nie ma kryzysu politycznego”, a jedyny kryzys, który istnieje to „kryzys opozycji”.
Odbiór protestów
Rząd przyjmuje narrację, że demonstrujący są narzędziem w rękach obcych służb. Ich celem ma być obalenie demokratycznego gabinetu. W post scriptum noworocznego oświadczenia Vučić przesłał wiadomość do Zagrzebia, Sarajewa i Prisztiny, a dokładniej do „ośrodków władzy” w tych miastach: „Szczęśliwego Nowego Roku i daremnych nadziei, rząd w Serbii się nie zmieni”. Obóz rządzący często porównuje protesty do tzw. „kolorowych rewolucji”, czyli serii manifestacji, które miały miejsce w różnych krajach na początku XXI wieku i doprowadziły do przemian społeczno-politycznych.
Prezydent oskarża również nieustannie swoich przeciwników o manipulowanie studentami i dążenie do destabilizacji sytuacji w kraju, aby przejąć władzę siłą.
Vučić powtarza, że wszystkie żądania studentów zostały spełnione i nie ma powodu do dalszych ustępstw, gdyż manifestacje to kwestia polityczna. Ze strony obozu władzy pojawiła się w ostatnich tygodniach również narracja, iż celem protestów jest nie tylko obalenie demokratycznie wybranej władzy, lecz również odłączenie autonomicznego okręgu Wojwodiny (której stolicą jest Nowy Sad) od Serbii.
Przy okazji władza działa w sprawdzony sposób, aby złagodzić niezadowolenie społeczeństwa: obiecuje różnego rodzaju dotacje dla młodych ludzi, a także kieruje uwagę obywateli na inne kwestie, takie jak sprawa Kosowa. Na początku roku Vučić enigmatycznie oświadczył, że „spodziewa się, że dwa duże kraje, większe niż Serbia, wycofają swoje uznanie dla Kosowa w niedalekiej przyszłości”.
Obecna fala protestów przyniosła jednakże największy kryzys władzy w Serbii od 2000 r. i rewolucji, która doprowadziła do upadku reżimu Slobodana Miloševicia. W ciągu ostatniej dekady można wyodrębnić co najmniej dziewięć dużych fal protestów (włącznie z obecną) przeciwko rządzącym. Żadna nie przyniosła większych ani długotrwałych zmian.
Przykładowo, rok temu w Belgradzie odbywały się codzienne manifestacje społeczne w reakcji na liczne nieprawidłowości związane z wyborami parlamentarnymi i samorządowymi w Belgradzie. Po początkowej intensywności protestów (blokady dróg, szturm na stołeczny ratusz, strajk głodowy liderów opozycji) na przestrzeni miesiąca protesty wygasły. Najistotniejszym efektem ruchu było powtórzenie wyborów do stołecznej Rady Miasta. Zakończyły się one jednak jeszcze większym zwycięstwem stronnictwa Vučicia – Serbskiej Partii Postępowej – niż w zakwestionowanym głosowaniu. Dodatkowo w międzyczasie rozpadła się koalicja ugrupowań opozycyjnych.
Dlaczego zatem teraz sytuacja wygląda inaczej? Jak zauważa Marta Szpala z Ośrodka Studiów Wschodnich, gwałtowna reakcja części serbskiego społeczeństwa na katastrofę budowlaną w Nowym Sadzie wydaje się wynikać z tego, że powszechnie uznano ją za symbol niekompetencji, nepotyzmu i skorumpowania władz. Zdaniem uczestników protestów „zawierane są tajne umowy, bliscy władzy ludzie się bogacą, a narodem nie przejmuje się nikt”.
Trzon ruchu stanowią zdeterminowani studenci oraz uczniowie szkół średnich, niezwiązani z siłami politycznymi i mogący wpływać na pogląd serbskiego społeczeństwa. Jak pisze Jan Farfał z Visegrad Insight, „przy ponad 250 000 strajkujących studentów niemal każda serbska rodzina jest z nimi w jakiś sposób związana – są ich rodzicami, dziadkami lub wujkami. I wiedzą, że ich dzieci, wnuki czy siostrzenice nie są zagranicznymi agentami. To właśnie sprawiło, że Vučić napotkał trudności w przekonaniu nawet własnego elektoratu”. Co więcej, agresywna postawa rządu może sprawiać, że wielu niezdecydowanych wyborców zaczyna sympatyzować ze studentami.
Ważnym elementem jest apartyjność protestów. Studenci nie wyłonili jednostkowego lidera i działają zbiorowo poprzez spotkania plenarne oraz demokrację bezpośrednią. Nie współpracują oficjalnie z partiami politycznymi, co jest działaniem celowym i ma podkreślać oddolność inicjatywy. Serbska opozycja pozostaje niepopularna i jest odrzucana zarówno przez strajkujących studentów, jak i większość pozostałych protestujących. Według niedawnych sondaży, żadne z ugrupowań zatomizowanej opozycji nie przekracza 8 proc. poparcia. Z drugiej strony, badanie z połowy stycznia wykazało, że trwające protesty pozytywnie ocenia 61 proc. społeczeństwa (podczas gdy jedna trzecia uważa, że są one dziełem „wrogów” wewnątrz i zewnątrz państwa).
Prezydent Serbii może być wyczulony na protesty studenckie ze względu na historyczne przykłady, w których ta grupa społeczna odegrała istotną rolę w zmianach politycznych w kraju. Noworoczną manifestację przeprowadzono na wzór wiecu zorganizowanego w szczycie zgromadzeń studenckich w 1996 r. Młodzi protestowali wówczas przeciwko autorytarnym tendencjom władzy Slobodana Miloševicia i nieprawidłowościom wyborczym podczas wyborów samorządowych. Tamta fala protestów nie zakończyła się sukcesem, ale analiza popełnionych wówczas błędów doprowadziła do powołania i organizacji ruchu politycznego Otpor (pol. Opór). Ten ostatecznie doprowadził do zakończenia ery Miloševicia w wyniku rewolucji buldożerów (ser. Buldožer revolucija) 5 października 2000 r.
Powyższa analogia niewątpliwie budzi u Vučicia obawy, zwłaszcza, że studenckie protesty z końca ubiegłego wieku miały wpływ również na jego sytuację. W latach 1998-2000 piastował on bowiem stanowisko ministra informacji w rządzie pod faktycznym kierownictwem Miloševicia (po latach przeprosił za działania, które podejmował na tym stanowisku).
Z drugiej strony, na korzyść rządzących przemawia to, że mieszkańców Belgradu i pozostałych dużych miast (a więc ośrodków studenckich), od tych zamieszkałych na terenach wiejskich różni podejście do polityki obozu władzy (nie bez znaczenia w tym zakresie jest fakt, że wskaźnik urbanizacji w Serbii jest jednym z najniższych w Europie). W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2023 r. na Serbską Partię Postępową zagłosowało w stolicy 37,5 proc. (354,4 tys. głosów), a na główną listę zjednoczonej opozycji 34,4 proc. (325,1 tys. głosów). W Nowym Sadzie, tj. drugim największym mieście te proporcje ułożyły się następująco: 39,1 proc.- 34 proc. Tymczasem w skali kraju stosunek ten wyniósł odpowiednio 48,1 proc. do 24,3 proc.(przykładowo w okręgu wyborczym południowej i wschodniej Serbii 53 proc. do 18,3 proc.).
Ponadto, Serbska Partia Postępowa uzależnia wobec siebie znaczącą grupę osób pracujących w sektorze publicznym. Warto dodać, że do ugrupowania prezydenta zapisanych jest aż ok. 800 tys. osób – pod względem liczby członków jest to najliczniejsza partia polityczna w Europie. Wielu ludzi bezinteresownie ocenia pozytywnie rozwój serbskiej gospodarki oraz liczbę nowych inwestycji. Doceniają oni międzynarodową zręczność prezydenta, który umiejętnie potrafi opierać się na trzech filarach polityki zagranicznej (Zachód, Rosja, Chiny). Według badań z grudnia (a więc przeprowadzonych już w trakcie najnowszej fali protestów) na partię rządzącą, pod faktycznym przywództwem Vučicia, zagłosowałoby 47,7 proc. ankietowanych. Należy jednakże zakładać, że po serii wydarzeń wywołujących powszechne oburzenie – jak pobicia studentów przez aktywistów rządzącej partii – poparcie dla władzy przez styczeń spadło.
Korzystna dla władzy jest także reakcja najważniejszych podmiotów międzynarodowych. Ich chęć ochrony własnych interesów gospodarczych odgrywa w tym kontekście istotną rolę. Stosunki z Chinami aktualna władza w Belgradzie traktuje priorytetowo, a przewodniczący ChRL podkreśla, że „Serbia jest najważniejszym partnerem handlowym Chin w Europie Środkowej i Wschodniej”. Rosja oraz Stany Zjednoczone natomiast komentują wydarzenia w sposób niekorzystny dla demonstrantów. „Niezwykle ważne jest, aby demonstranci pokazali rozsądek i nie poszli za przykładem tych, którzy podsycają emocje. Należy unikać chaosu w Serbii“, oświadczyła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
„Ważne jest, aby zabierać głos i być słyszanym. Wszyscy muszą jednak potępiać przemoc i prowadzić pokojowe demonstracje. Nie popieramy tych, którzy podważają praworządność lub siłowo zajmują budynki instytucji publicznych. Nie uciekajcie się do przemocy”, napisał natomiast na platformie X Richard Grenell, wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa na misje specjalne (w latach 2019-2021 pełnił on rolę specjalnego wysłannika prezydenta do negocjacji pokojowych pomiędzy Serbią i Kosowem). Była to pierwsza reakcja nowej administracji amerykańskiej na masowe protesty w Serbii. Przed inauguracją Trumpa podejście do Serbii nie było inne – symboliczna w tym zakresie stała się obecność ambasadora USA w Serbii Christophera Hilla (w latach 2000-2004 ambasadora w Polsce) u boku Aleksandara Vučicia podczas uroczystego otwarcia nowego odcinka autostrady akurat w dniu największego protestu w Belgradzie, tj. 22 grudnia.
W porównaniu, na przykład z reakcją na protesty w Gruzji, Unia Europejska przyjęła wobec sytuacji w Serbii bardziej stonowane stanowisko, przynajmniej w sferze werbalnej. Na manifestacjach w Belgradzie, czy Nowym Sadzie – w porównaniu do wieców w Tbilisi – trudno jest natomiast ujrzeć unijne flagi. Na plakatach obecnych na demonstracjach widnieją głównie treści o charakterze antykorupcyjnym i odnoszącym się do braku transparentności w serbskim życiu publicznym.
Brak popularności unijnych symboli wśród manifestujących ma podstawę w podejściu Wspólnoty do sytuacji w Serbii. 19 lipca 2024 r. w Belgradzie podpisano protokół ustaleń między UE a Serbią w sprawie strategicznego partnerstwa na rzecz zrównoważonych surowców, łańcuchów produkcji akumulatorów i pojazdów elektrycznych. Głównym założeniem jest otwarcie w zachodniej Serbii przez australijsko-brytyjskie konsorcjum wydobywcze Rio Tinto jednej z największych kopalni litu – tj. kluczowego surowca do produkcji akumulatorów do samochodów elektrycznych – w Europie.
UE zyskałaby dzięki temu własne źródło tego minerału, co miałoby odegrać kluczową rolę dla wspólnotowej gospodarki. Aktywiści ekologiczni obawiają się jednak, że projekt zanieczyści ziemię i wodę w zachodniej części serbskiego regionu Jadar, gdzie znajduje się złoże. W sierpniu 2024 r. kilkadziesiąt tysięcy osób manifestowało (podobnie jak trzy lata wcześniej, gdy pojawiły się pierwsze plany otwarcia kopalni) przeciwko wydobyciu minerału w wybranej lokalizacji. Kontrowersyjny projekt konsorcjum Rio Tinto jest jednakże niezmiennie oficjalnie popierany przez Brukselę, pomimo protestów ekologów i organizacji obywatelskich.
Przejawem strategii realizmu politycznego (mającego też na celu zacieśnienie więzi Serbii z Zachodem i osłabienie jej relacji z Rosją), realizowanej przez państwa UE, była też wizyta Donalda Tuska w Belgradzie w październiku 2024 r. Polski premier gorąco przywitał się wówczas z Vučiciem, rozpoczął swoje przemówienie po serbsku, w żaden sposób nie skrytykował rządzących i oznajmił, iż „rozszerzenie UE musi uwzględniać Serbię”.
Przywódcy serbskich opozycyjnych ruchów społecznych dystansują się zatem od Unii. Przykładowo Nebojša Petković, jeden z liderów protestów przeciwko wydobyciu litu, w wypowiedzi dla Politico określił Serbię jako „kolonię wszystkich wielkich mocarstw” i ochrzcił Unię Europejską mianem „hipokrytycznej”. Według przeprowadzonej w grudniu ankiety 47 proc. obywateli Serbii głosowałoby za akcesją do Wspólnoty, a 29 proc. byłoby przeciw. Jednocześnie tylko 30 proc. pozytywnie ocenia UE (41 proc. negatywnie), co świadczy o pragmatycznym podejściu do integracji europejskiej. Aż 44 proc. pytanych stwierdziło zarazem, że Serbia nigdy nie przystąpi do Unii Europejskiej.
Przyszłość serbskiej władzy
Zgodnie z serbskim ustawodawstwem, od potwierdzenia dymisji premiera przez Zgromadzenie Narodowe rozpoczyna się bieg 30-dniowego terminu, w ciągu którego prezydent ma obowiązek wszcząć procedurę wyboru nowego rządu, a ten musi zostać wybrany. Jeżeli do tego nie dojdzie, to automatycznie zarządzane są nowe wybory. Jak już wspomniano, Vučić w najbliższych dniach ma podjąć decyzję, czy postanowi powołać nowy rząd, czy rozpisze przedterminowe wybory (które najprawdopodobniej odbyłyby się w kwietniu). 30 stycznia wieczorem Miloš Vučević oznajmił, że koalicja rządząca jest bliższa decyzji o utworzeniu nowego rządu, ale „nie można wykluczyć rozpisania wyborów”.
Serbia jest państwem, w którym władza koncentruje się w urzędzie prezydenta. Zmiana premiera nie wpływa zatem znacząco na układ władzy. Najprawdopodobniej dojdzie jedynie do kolejnych zmian personalnych i arbitralnym wytypowaniu przez Vučicia innej osoby, cieszącej się większym zaufaniem społecznym. Możliwe jednak, że jeśli prezydent zdecyduje się nie rozwiązywać parlamentu, to rząd będzie składał się z większej liczby (przynajmniej oficjalnie) bezpartyjnych ekspertów. Miałoby to na celu pokazanie, że władza jest gotowa do ustępstw i dialogu. Obóz rządzący musi się liczyć z tym, że formowanie gabinetu bez realnego udziału protestujących nie doprowadzi do zakończenia protestów. W takiej sytuacji musiałby on liczyć na stopniowe wygaszanie ruchu oporu.
W dyskursie publicznym w Serbii pojawiają się głosy optujące za wyłonieniem przez studentów ministra w ramach nowego rządu. Miałby on za zadanie nadzorować kwestię śledztwa i rozliczeń ws. katastrofy budowlanej w Nowym Sadzie.
Tymczasem, w ostatnich dniach ugrupowania opozycyjne ogłosiły, że „przygotowują propozycję utworzenia rządu przejściowego”, który miałby stanowić „sposób na wyjście z kryzysu społeczno-politycznego”. Celem takiego rządu byłoby przygotowanie „wolnych i uczciwych wyborów”. Jednakże opcja ta została stanowczo odrzucona przez prezydenta podczas konferencji mającej miejsce po dymisji Vučevicia. Vučić ocenił, że w takim przypadku „stabilność państwa byłaby zagrożona”.
Jeszcze niedawno można było założyć, iż nie należy spodziewać się rozpisania jakichkolwiek przyśpieszonych wyborów. W czerwcu 2024 r. liderzy Serbskiej Partii Postępowej obiecali, że nie zgodzą się na przedterminowe wybory parlamentarne i skrócenie kadencji izby, więc kolejne głosowanie odbędzie się w 2027 r.
Zdaniem analityka Dragomira Anđelkovicia taka decyzja posiada solidną podstawę. Za dwa lata ma zakończyć się budowa gigantycznej inwestycji budowlanej pt. Belgrad na wodzie (ser. Beograd na vodi), a przede wszystkim w stolicy odbędzie się wystawa światowa EXPO, którą ma odwiedzić 3 mln ludzi i dzięki której Belgrad ma stać się na trzy miesiące „centrum świata”. O znaczeniu imprezy dla Serbii i skali promocji niech świadczy fakt, że billboardy informujące o EXPO 2027 znajdują się już także w centrum Sarajewa, a film promujący wydarzenie ukazuje się odbiorcom portalu YouTube również w Polsce.
Jednakże, w obliczu wspomnianego protestu w Belgradzie 22 grudnia, Vučić zapowiedział, że „wybory nie są wykluczone”. W ostatnich dniach stanowisko to potwierdzają osoby z obozu rządzącego. Prezydent mógłby chcieć strategicznie wykorzystać obecną sytuację, charakteryzującą się brakiem konsolidacji opozycji oraz niewykształceniem się platformy politycznej przez ruchy studenckie. Nie ulega także wątpliwości, że obóz polityczny Vučicia posiada znaczące zasoby finansowe i poparcie wpływowych instytucji państwowych. Organizacja przedterminowych wyborów mogłaby zatem – w percepcji prezydenta – stanowić możliwość umocnienia mandatu poprzez zademonstrowanie poparcia społecznego i zminimalizowanie znaczenia protestów jako marginalnego zjawiska.
Z drugiej strony, biorąc pod uwagę rozwój wydarzeń oraz oskarżenia o nieprawidłowości, które miały miejsce podczas poprzednich wyborów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że opozycja zbojkotowałaby wybory zorganizowane przez aktualny rząd. Domaga się ona bowiem przeprowadzenia wpierw zmian systemowych, gwarantujących sprawiedliwy i transparentny charakter głosowania. Konsekwencją bojkotu mogłyby być wybory odbiegające od demokratycznych standardów, co niewątpliwie nie byłoby na rękę dbającemu o międzynarodową reputację prezydentowi. Co więcej, w obliczu oddolnego poparcia dla studentów, także wśród grup „masowych” jak nauczyciele, czy rolnicy, Serbska Partia Postępowa stanęłaby w obliczu najtrudniejszej kampanii wyborczej w swojej 17-letniej historii. Ewentualna porażka stanowiłaby natomiast bardzo poważne konsekwencje dla Vučicia, nie tylko polityczne, ale z pewnością także prawne.
Podsumowanie
W ostatnich miesiącach pojawiło się wiele spraw budzących opór części obywateli Serbii: o większym oddziaływaniu – jak plany budowy kopalni litu, ale i mniejszych, poruszających stosunkowo nieliczną część społeczeństwa, jak przygotowanie do zburzenia popularnego mostu w centrum Belgradu. W odpowiedzi rządzący musieli bronić się przed zarzutami ze strony coraz większej ilości grup. Każdy kolejny punkt zapalny mobilizował kolejną grupę protestujących. Słynna XX-wieczna metafora „kotła bałkańskiego”, odnosząca się do niestabilnej sytuacji politycznej i społecznej w regionie, w przypadku współczesnej Serbii wydaje się być w tej sytuacji adekwatna. W ostatnich latach obserwowano tam wzrost napięć społecznych, a oddolne wydarzenia z ostatnich trzech miesięcy wskazują na dalszą eskalację sytuacji. Rządzący starają się kontrolować sytuację, lecz ich działania są – zdaniem coraz liczniejszej części społeczeństwa – niezadowalające. Protestujący traktują je tylko jako taktyczne ustępstwa. Skalę niezadowolenia społecznego ukazał odzew społeczny w dzień strajku generalnego – którego efektywna organizacja wydawała się wcześniej mało prawdopodobna ze względu na podzielone związki zawodowe.
Ustępstwa rządzących utwierdzają demonstrujących, że tylko stała presja i masowy charakter protestów mogą doprowadzić do oczekiwanej transformacji systemowej.
Ostatnie dni przyniosły ważne zmiany: rezygnację premiera, większy obiektywizm mediów publicznych (które w weekend po raz pierwszy pokazały antyrządowe manifestacje jako główną wiadomość), czy reakcje międzynarodowe – np. serbscy studenci zostali oficjalnie nominowani do Pokojowej Nagrody Nobla. 30 stycznia portal Nova, powołując się na kilka źródeł w wymiarze sprawiedliwości, opublikował także informację, że Komisja Europejska zwróciła się do serbskich prokuratur z prośbą o raporty dotyczące przebiegu postępowań w sprawach osób, które dopuściły się napaści na studentów uczestniczących w blokadach ulic i manifestacjach.
Ostatecznym celem manifestujących jest jednakże całkowite odsunięcie od władzy rządzącej od ponad dekady partii Aleksandara Vučicia, a w następstwie tego demokratyzacja Serbii i zwiększenie transparentności życia publicznego. Niezależnie zatem od decyzji, jaką podejmie obóz prezydenta w sprawie nowego rządu, trwająca fala protestów przyniesie – niekorzystne dla niego – implikacje długoterminowe.




























Comments are closed.