Wojna handlowa jako narzędzie rywalizacji technologicznej cz. 3

Administracja Donalda Trumpa poprzez rozpoczęcie wojny handlowej w lutym 2018 roku, zasygnalizowała bardziej konfrontacyjny kurs w relacjach z Pekinem. Wyższego poziomu asertywności wobec Państwa Środka nie należy sprowadzać wyłącznie do nieprzewidywalnej i często chaotycznej prezydentury Donalda Trumpa. Wśród amerykańskich elit politycznych wypracowany został konsensus względem tego, że nowa pozycja Chin wymaga od Stanów Zjednoczonych aktywniejszej postawy i  bardziej zdecydowanych działań[1]. Polityka handlowa obecnej administracji jest krytykowana z różnych stron, jednak nie ze względu na sam cel, ale z powodu jej niskiej efektywności. Można oczekiwać, że bez względu na to czy obecny prezydent wygra nadchodzące wybory, przyszłe relacje chińsko-amerykańskie będą w większym stopniu naznaczone przez rywalizację niż współpracę.  Z pozoru polityka taryf celnych  dotyczy jedynie warunków wymiany i bilansu handlowego, w szerszej perspektywie wpływa ona jednak na konkurencyjność chińskich koncernów, wpływy do budżetu oraz perspektywy rozwoju, a zatem na ogólną potęgę państwa chińskiego. Uderzenie w eksport ChRL miało  wymusić na władzach KPCh wprowadzenie reform systemu ochrony własności intelektualnej i warunków funkcjonowania inwestorów zagranicznych w Państwie Środka oraz ograniczenie subsydiowania firm krajowych.  Po 1978 roku Chiny były zdolne zbudować największe na świecie rezerwy walutowe (przekraczające obecnie 3 biliony dolarów) w oparciu o stałe i sięgające setek miliardów nadwyżki w handlu zagranicznym oraz kradzież własności intelektualnej[2]. Jednym z najbardziej uderzających przypadków rosnącego deficytu są Stany Zjednoczone, które w 2018 roku odnotowały deficyt sięgający aż 419,52 mld dolarów, podczas gdy w 2001 roku było to jeszcze 83,09 mld[3]. Z podobnym problemem boryka się większość państw … Czytaj dalej Wojna handlowa jako narzędzie rywalizacji technologicznej cz. 3